Pivot, Wielki Drapacz Głów

Tym razem piszę nie z Francji, a z Krakowa. A okazja po temu przednia, bo literacki Festiwal Conrad odwiedziła francuska osobistość z najwyższej półki: Bernard Pivot.

Nad Sekwaną człowiek-legenda, wyjatkowa osobowość telewizyjna, mistrz inteligentnej konwersacji, u nas znany tylko dość wąskiemu gronu frankofonów (i to raczej tym, którzy pod koniec minionego wieku mieli telewizję satelitarną).

Jak wyjaśnić polskim odbiorcom, kim jest Pivot? Rzecz to niełatwa, bo brak polskiego odpowiednika tej postaci. Najkrócej: to jedna z największych osobowości w dziejach francuskiej telewizji. Przez ćwierć wieku – od 1975 po 2001 r. – prowadził słynny kulturalny talk-show, najpierw „Apostrophes”, potem „Bouillon de culture” (czyli „Bulion kulturalny”). Oba te programy gromadziły w latach 70. i 80. tłumy telewidzów  – równie liczną jak nad Wisłą w tym samym czasie popularne seriale, powiedzmy „Czterdziestolatek”.

Przed kamerami na pytania Pivota odpowiadali wszyscy niemal najwięksi pisarze francuscy i światowi: od Marguerite Duras, Nabokova, Sołżenicyna po Umberto Eco i Charlesa Bukowskiego. Nie tylko gwiazdy literatury – bo gościł też reżyserów i aktorów (Truffaut, Mastroianni, Polański…) czy polityków (w tym prezydentów:  Giscarda d’Estaing i Mitterranda) – pod tym jednak warunkiem, że nie dyskutowali w studiu o polityce, lecz o kulturze.

W czasach przedinternetowych programy Pivota kształtowały gusta kilku pokoleń czytelników. Zarażał ludzi swoją miłością do literatury; i nie przypadkiem dziś zasiada w fotelu  przewodniczącego Akademii Goncourtów, przyznającej pisarzom francuskim najważniejsze laury.

Sam powtarzał: moją rolą jest zachęcanie ludzi do czytania dobrych książek, do krytycznej refleksji, dyskusji, wprowadzania twórczego fermentu. – Chcę być takim drapaczem głów – żartował.

W miniony weekend Pivot odwiedził krakowski Festiwal Conrada. Okazją do tego było ogłoszenie zwycięzcy polskiej edycji Nagrody Goncourtów – przyznawanej u nas przez jury złożone z polskich studentów romanistyki.

W krakowskim Pałacu Czeczotki francuski gość opowiadał publiczności m.in. o fenomenie popularności programów literackich we Francji. W trakcie spotkania prowadzonego przez Małgorzatę Szczurek mówił o tym, jak wiele pracy kosztowało go przygotowanie każdego programu. „Nie zaprosiłem nigdy nikogo, jeśli nie przeczytałem jego książki od deski do deski”. Powiedział, że dość wcześnie porzucił własne marzenia o pisarskiej sławie: „Zorientowałem się szybko, że jestem dużo lepszym czytelnikiem niż pisarzem”.  Skromność i profesjonalizm pierwszej próby – chwalebne i zupełnie teraz, zdaje się, zanikające w dzisiejszych mediach.

Po spotkaniu z publicznością skorzystałem z okazji, by porozmawiać chwilę z francuskim gościem. Pivot, dziś 83-letni, przywołał wtedy swoją pierwszą wizytę w Polsce epoki schyłkowego PRL. Nie tyle zresztą o wizytę chodziło, co o tajną misję. Zdarzyło się to w kwietniu 1987 roku.

– Pojechałem do Gdańska, aby zrobić wywiad z Lechem Wałęsą. Oczywiście, oficjalny powód wizyty podany władzom PRL był inny – wykład w Instytucie Francuskim – bo inaczej odmówiono by mi zgody na wjazd.

Rozmowa z szefem „Solidarności” – ciągnie Pivot – odbyła się w prezbiterium jednego z gdańskich kościołów, aby uniknąć podsłuchów. A przy okazji dostałem inne zadanie od paryskiego wydawcy: przewiozłem nielegalnie do Polski roboczą wersję francuskiego tłumaczenia „Drogi nadziei” Lecha Wałęsy. Tekst miałem oddać do korekty Bronisławowi Geremkowi w Warszawie. Rozmowa z Wałęsą trwała może godzinę czy półtorej. Patrzyliśmy wciąż przez okno, czy nie ma tam tajniaków. Na zakończenie całe nagranie wideo wywiadu zostawiliśmy członkowi „Solidarności”, który powiedział: nie martwcie się, za kilka dni będziecie mieli tę kasetę w Paryżu. Wiedziałem, że gdybym sam zabrał ją z powrotem, zatrzymano by mnie na polskiej granicy. Pamiętam, że naprawdę się bałem, że skończę w polskim więzieniu – wspomina. – Stało się tak, jak obiecywał związkowiec – ktoś przewiózł taśmę do Francji i trzy tygodnie później nadaliśmy program we francuskiej telewizji, gdzie był wywiad z Wałęsą o jego pierwszej książce.

Pytany przeze mnie o to, którą polską osobowość, pisarza lub intelektualistę, szczególnie ceni, Pivot odparł bez zastanowienia: Bronisława Geremka.

– Miałem do niego wiele sympatii i podziwu, czułem zażyłość. Pamiętam, że przeprowadziłem z Geremkiem wywiad w cztery oczy, a potem zaprosiłem go ponownie do studia telewizyjnego na rozmowę z innymi intelektualistami. Lubiłem go zwłaszcza za to, że napisał fundamentalną książkę o średniowiecznym Paryżu, w której nie zajmował się książętami czy biskupami, ale ludźmi wykluczonymi, cierpiącymi nędzę, niepełnosprawnymi, bezdomnymi.

W swoim programie „Apostrophes” Pivot gościł także, w maju 1986 roku, Czesława Miłosza. Poeta wspominał tam m.in. swój młodzieńczy roczny pobyt we Francji w latach 1934-35. Prowadzący czytał początek wiersza Miłosza: „Rue Descartes”:  „Mijając ulicę Descartes/Schodziłem ku Sekwanie, młody barbarzyńca w podróży/Onieśmielony przybyciem do stolicy świata”. Fragmenty tego programu są w archiwach telewizyjnych INA:

http://www.ina.fr/video/CPB86007381/les-livres-du-mois-video.html

Wspomnienia wspomnieniami, ale… jak dziś zachęcić ludzi do czytania? Poprosiłem Bernarda Pivota o radę dla tych, którzy dziś prowadzą programy i blogi literackie w internecie. Oto, co powiedział:

– Przede wszystkim trzeba dużo pracy, żeby wyłowić dobrych pisarzy i przygotować się dobrze do spotkania z nimi. Także sporo odwagi, żeby stawiać im niewygodne pytania, i żeby, obok pisarzy łatwiejszych, zapraszać do rozmowy trudniejszych, bardziej wymagających. Należy łączyć jedno z drugim. Kiedy pracowałem w telewizji miałem zupełną swobodę. Nikt nie narzucał mi gości, których zapraszałem. Ale to także kwestia osobowości. Czasem trzeba mieć tupet, żeby powiedzieć nie. I już.

Tyle Pivot. Dawno już nie pracuje we francuskiej telewizji, a zewsząd słychać lamenty nad upadkiem programów kulturalnych na małym ekranie. Ale czy jest naprawdę tak źle? Françoisa Busnela, który prowadzi literacki talk show „La Grande Libraire” w publicznym kanale France 5, można uznać za godnego następcę Pivota.

Program ten udowadnia, że – przez bite półtorej godziny! – można w tzw. prime time toczyć pasjonujące rozmowy o książkach, życiu i wszystkich tematach obecnych w literaturze. Francuska gadatliwość? Pewnie tak – ale w tym wypadku jak najdalsza od przysłowiowego „austriackiego gadania”.

Jedna myśl nt. „Pivot, Wielki Drapacz Głów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *